08.28
Po tylu latach obserwacji polskiego świata Sztuk Walki w zasadzie nie powinienem się już niczemu dziwić. A jednak …
Byłem przekonany, że mój krótki, subiektywny opis seminarium prowadzonego przez Pana Zarembę odbije się jakimś echem, jednak zostałem zaskoczony całkowicie. W czym rzecz ?
Rzecz w „wyzwaniu”.
W piątkowy wieczór po treningu przypadkiem spotkałem Pana Zarembę w parku gdzie ćwiczymy. Już pierwsze zdanie wbiło mnie w ziemię:
„Czy zabił Pan już kogoś nożem ? Bo ja tak.”
No prosze Szanownych Państwa, co to ma być ? Publiczne chwalenie się czymś takim to przejaw albo kompletnego mitomaństwa, albo nazwijmy to delikatnie, rozchwianej osobowości. Oczywiście kontekst tej wypowiedzi miał być zapewne taki, że skoro nikogo nie zabiłem, to co ja wiem o walce nożem? Podpowiem, więzienia są pełne ludzi którzy kogoś zabili nożem, co oni wiedzą o walce nim? Nic. Ale pewien „target” oczekuje zapewne takich deklaracji.
Co dalej ? Dalej było jeszcze lepiej, otóż dostałem „zaproszenie” na „spotkanie polskich żołnierzy Legii Cudzoziemskiej” na którym mają się odbywać „walki na prawdziwe noże”.
Cóż, niektórzy pewnie onanizują się mentalnie na mysl o czymś takim, natomiast ja nie widze w tym żadnego sensu.
Przyjmijmy, że miałoby to służyć podwyższaniu umiejętności. Robiłem coś takiego, ale wymaga to wielkiego zaufania i znajomości do reszty ćwiczących. Jechanie gdzieś, gdzie nikogo nie znam, nie wiem co Ci ludzie potrafią i wyjście do sparringu z nimi na ostre noże, to rosyjska ruletka która w żaden sposób nie poprawi moich umiejętności.
Natomiast jeśli to spotkanie miałoby służyć ocenie „kto jest lepszy” … sama myśl, że dwóch dorosłych meżczyzn wyszłoby udowadniać sobie „lepszość” prawdziwymi nożami jest przerażająca. Bo skończyłoby się to w najlepszym razie kalectwem, a w najgorszym śmiercią. Całe życie uczyłem, że celem walki nożem nie jest „pokonanie” przeciwnika, tylko wyjść cało z tej sytuacji. Tutaj natomiast sam, z własnej woli miałbym wyjść do walki na ostre noże, bez szukania możliwości wyjścia z tej sytuacji, gdyż jedynym wyjsciem byłaby niezdolność do walki przeciwnika. Czyli mówiąc wprost, musiałbym go okaleczyć albo zabic. To szaleństwo.
Oczywiście, domyslam się, że jesli odmówię, to zapewne Pan Zaremba będzie wszem i wobec rozpowiadał jak to „stchórzyłem”. Na szczęście nie muszę nikomu udowadniać „kto wyżej potrafi sikać”, widać andropauza jeszcze przede mną. Żeby jednak nie wyjśc na internetowego wojownika, sparringu, podobnie jak wódki i pacierza, nie odmawiam. Dlatego zapraszam Pana Zarembę do sparringu na atrapy noży, a nawet co mi tam, do sparringu w jego działce czyli na pałki czy też same ręce i nogi. Ja tego nie ćwiczę, ale chętnie się nauczę czegoś. O ile oczywiście będzie się czego uczyć.
Autor: Wojciech "WAR" Ramotowski
Wyznawca zdrowego rozsądku, krzyżowiec walki z fantazjami na temat MA.






Powiem tak – MUSZĘ przy tym być
Tak więc chłopcy dajcie znać gdzie i kiedy.
BTW – ćwiczycie coś od września? W piątki/soboty bywam przelotem w Kraku, może dałbym radę podjechać….
Aaaa… Bo mi się przypomniało… War uważaj na MSW
„Aaaa… Bo mi się przypomniało… War uważaj na MSW”
I na CIA, MI5, talibów, moherowe berety z Rydzyk Komando oraz wiele jednostek specjalnych z całego świata
Tja…, ale Rydzyk Death Dealers nie przeczesują internetu w poszukiwaniu wpisów o Panu PZ