2011
02.28

Temat: Balintawak i Close Combat Knife Fighting

Prowadzący: Paweł Zaręba

Miejsce i data: Zabrze, 26.02.2011

Przyznaję szczerze, zazwyczaj nie piszę o wrażeniach z odbytych szkoleń, raz, że są one bardzo subiektywne, dwa, niezwykle łatwo jest kogoś urazić. Kurtuazyjnie więc pomijam opisy ;)
Czemu zatem robię wyjątek dla tego seminarium? Z przekory, 10 minutowa tyrada prowadzącego na temat możliwości sprawy sądowej w przypadku pojawienia się w internecie opinii które on uzna za obraźliwe, podziałała na mnie jak czerwona płachta na byka. Oczywiście fakt, że „robimy w podobnym” nie ułatwia sprawy, gdyż może spowodować uznanie mojego tekstu za „walkę z konkurencją”. Bywa i tak.
Seminarium składało się z dwóch części:
- Balintawak
- Close Combat Knife Fighting
Jak łatwo się domyślić, zainteresowany głównie byłem częścią „nożową”, pałki to dla mnie rozrywka i niekoniecznie mam ochotę zagłębiać się w meandry filipińskich stylów. Ale skoro już jestem …
Wstęp teoretyczny nastroił mnie pozytywnie, Balintawak miał być uproszczony w celu podwyższenia skuteczności. Pierwsze ćwiczenia i mina mi zrzedła. Standardowe, nudne do bólu „pierwsza-druga-…-siódma” przerywane aplikacjami rozbrajania. Na pierwszym lepszym treningu FMA jest to samo. Natomiast rolą seminarium nie jest raczej kopiowanie zwykłego treningu tylko nieco szersza prezentacja. Dodatkowo, grzech wszystkich seminariów FMA na których byłem; brak sparringów w celu weryfikacji skuteczności ćwiczonych aplikacji. Brak zresztą jakichkolwiek sparringów, w jakimkolwiek celu. Cóż, bez możliwości sprawdzenia w praktyce, ćwiczenie różnych aplikacji jest sztuką dla sztuki.
I tu dochodzę chyba do największej wady tego seminarium: było najzwyczajniej w świecie nudne. Subiektywnie, oczywiście. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o to, że prowadzący miał tańczyć na rurze i nauczać stylu walki „morderczego królika”. Chodzi raczej o nużący sposób prowadzenia z którego niewiele wynikało. Jedyny ciekawy moment to informacja o sposobie generowania siły uderzenia który pozwala na jego wykonanie zarówno pietnastolatkowi jak i siedemdziesięciolatkowi. Aż prosiło się w tym momencie o demonstrację kilku ćwiczeń które prowadziłyby do wykonania uderzenia w ten sposób. Zamiast tego, prowadzący pokazał kilka razy, że umie i koniec. Szkoda, to mógł być naprawdę mocny punkt tej części seminarium. Pewnym zaskoczeniem była informacja, że Balintawak zajmuję się tylko dystansem krótkim, bo pozostałe dystanse nie są zagrożeniem. Cóż, widać inni nauczyciele nas uczyli, powiedziałbym, że wpuszczenie uzbrojonego przeciwnika w krótki dystans nie jest najlepszym pomysłem, ale widać taka specyfika stylu.
Zapowiadanego uproszczenia jednak nie było, było za to typowe stukanie kijkami, wejścia, okrągłe zagarnięcia i inne filipińskie czary mary. Bez sparringu, więc i bez potwierdzenia skuteczności.
Po skończonej części z kijami, nadal nie miałem żadnego pojęcia czym Balintawak różni się od innych styli filipińskich.
Czas jednak na nóż, system podobno autorski, sprawdzony na polu walki, bla bla bla. I tu zaczął się festiwal pewnej niekonsekwencji:
- system wojskowy, ale jak często żołnierz używa noża do walki ?
- jeśli używa, to do zdejmowania przeciwnika, ale w takim razie po co ćwiczyć techniki „twarzą w twarz” z przeciwnikiem uzbrojonym w nóż ?
- jaki żołnierz pełni służbę wartowniczą z nożem w ręce ?
I tak można by długo wymieniać, choćby koncepcja cięcia która w przypadku żołnierza w standardowym oporządzeniu byłaby nieskuteczna, czy też zakładanie, że jeśli zatniemy przeciwnika w rękę, to on odruchowo cofnie nóż czy też całkowicie wypuści go z rąk. Jak na kogoś z „bojowym” doświadczeniem zadziwia nie branie pod uwagę wpływu adrenaliny na organizm.
Natomiast same techniki… cóż, ponownie filipino, zmiksowane z combatowymi „sztuczkami”. Ładnie wygląda, pewnie dobrze się sprzedaje, jednak zastosowania tego choćby w sparringu… nie widzę. Szkoda.
I na koniec, rzecz która chyba denerwowała mnie najbardziej, dawno temu mój trener wbił mi do głowy, że innych trenerów ocenia się po tym, co robią, a nie po tym kogo znają, z kim ćwiczyli, czyimi są instruktorami. Podczas całego seminarium teksty o tym były wszechobecne, na początku bawiły, potem irytowały.
Na kolejnych seminariach najprawdopodobniej się nie pojawię, osobiście szkoda mi zarówno czasu jak i pieniędzy. Tym większa szkoda, że doceniam wiedzę prowadzącego i w tych kilku chwilach widać, że na pewnych rzeczach się zna naprawdę dobrze. Niestety, nie potrafił lub nie chciał się tą wiedzą podzielić.

Pozdrawiam organizatorów i resztę ćwiczących, to był chyba jedyny jasny punkt tego seminarium.

Do tej pory 16 comments

Dodaj własny komentarz
  1. właśnie brak sparingów, w celu weryfikacji skuteczności albo użyteczności technik, mnie odpycha od wszelkich takich seminariów,
    @WAR nie schizuj się Stary, może pozostałe techniki, które prowadzący pokazał są na „drugim stopniu” :P

  2. A ja mam wrażenie, że koncepcja seminarium trochę się w pewnym momencie prowadzącemu rozjechała (również dzięki Twojej, War, obecności ;) ). Ogólnie seminaria zazwyczaj organizuje się wewnątrz stylowo, a tutaj raczej nie było nikogo, kto wcześniej by te systemy ćwiczył (a przynajmniej tak mi się wydaje). Część ludzi zabijała się o własne nogi, część nie była zainteresowana za bardzo ćwiczeniem, a na dodatek dwóch delikwentów z boku zrobiło sobie własne seminarium, przekręcając niemalże wszystko co prowadzący pokazywał ;) .
    Ciężko w takich warunkach prowadzić zajęcia….

    Co merytoryki i założeń obu systemów się nie wypowiadam, bo leszcz jestem.

    Dzięki wielkie za wspólny trening. I przytaczając słowa prowadzącego, że walczą ludzie nie style. najważniejsze w tym wszystkim było nauczyć się czegoś nowego i pozytywnego. A że nie był to akurat CKKF…

    Pozdrawiam
    BTW Kraków to naprawdę tak niebezpieczne miejsce jak opowiadają? ;)

  3. Nie bardziej niż inne ;) W takich Gliwicach to pod dworcem dwóch nastolatków chciało mnie z komórki skroić ;)

  4. Ale chyba nie z napalmem ;)

  5. Byłem widziałem i powiem tak.
    Mnie przekonuje do prowadzącego jego ruch. Paweł ma ruch wytrenowany, wypracowany. W jego technikach jest to co my po japońskich SW mówimy kime. Widziałem Wojciecha na stażu i niestety nie widzę po jego ruchu tych lat treningu i konfrontacji. Paweł jest gadułą ale każdy ma swoje plusy i minusy. Mając 6 X na karku rusza się jak przecinak. To jak rusza się „War” można zobaczyć na tej stronie.
    No chyba, że w tym luzie jest ukryta dynamiczna technika a ja jej niestety nie dostrzegam.

    • Cóż, gdyby prowadzący zdecydował się na sparringi, wtedy może by było dynamiczniej. Osobiście nie widzę sensu epatowania dynamiką w ćwiczeniach z pozycji statycznej. Oczywiście jest to tylko moje zdanie :)
      A, no i sprawa podstawowa, w moich ruchach nie widać techniki, bo ja w technikę przy nożu nie wierzę, nie ma technik nożowych, nie ma systemów nożowych. Pewnie dlatego mogę sobie pozwolić na bardziej naturalny ruch ;)

  6. No skoro nie ma techniki i nie ma systemów to nie ma o czym rozmawiać.
    Naturalny ruch osoby nie wytrenowanej nie pozwoli jej nawet na skuteczną ucieczkę o kontroli dystansu nie wspomnę.
    Pozdrawiam

    • Ciekawe założenie, tylko ten wniosek jest nie do końca logiczny.
      Pan przyjmuję, że istnienie technik i systemów równa się skuteczna obrona przed nożem. Niestety, całe moje doświadczenie z nożem nie potwierdza tego. Kolejny dziwne założenie, to stwierdzenie, że brak systemu to osoba nie wytrenowana. Zapewniam Pana, że trening motoryki i podstawowych zasad takich jak kontrola dystansu daje o wiele większe szanse na obronę, niż nauka technik obrony.
      Ale jak mówię, to wszystko najlepiej sprawdza się na sali, a tu możemy sobie poklepać w klawiatury ;)

  7. Nie nadążam. Trening motoryki i kontroli dystansu jest ok a techniki czy systemu jest be. System i technika to nic innego jak kształotowanie cech o których piszesz że są ok.

  8. Interesująca teoria która niestety pozostanie tylko teorią. Weźmy na przykład takie ju jitsu, jest systemem i zawiera techniki. Czy rozwija również motorykę i wyrabia poczucie dystansu ? Raczej średnio.
    Systemy oparte na zbiorach technik są po prostu bardzo kiepskimi narzędziami kreowania podstawowych cech.
    Dodatkowa trudność jeśli mówimy o nożu, to jego nieprzewidywalność, tu naprawdę nie sprawdzają się systemy w których na określony atak jest określona obrona. Gdyż ataków może być zbyt wiele by w odpowiednim momencie zareagować konkretną obroną. Dodajmy do tego szybkość noża i dystans w jakim nim operujemy, a otrzymamy koszmar dla każdego twórcy jakiegokolwiek systemu.
    Ale …
    jak uczniowie się technik nie będą uczyć, to z czego egzamin będą zdawać i za co dostaną swoje kolorowe paski ? ;>

  9. Nie nadążam za Twoją metodyką.
    Jeśli np. ju jitsu nie uczy ogólnie motoryki i nie uczy kontroli dystansu to ja Leszcz jestem i wysiadam z tej dyskusji.

    Pozdrawiam

    • O, dokładnie zrozumiałeś :)
      Wszelkie systemy które uczą technik a nie walki, są bardzo kiepskie w nauczaniu motoryki. Zauważ, że tam, gdzie występuje walka, jest o wiele lepszy rozwój motoryki niż tam, gdzie walki nie ma. W efekcie, karateka szybciej rozwinie motorykę niż adept jj.
      Przykład z FMA, w sekcjach, gdzie na treningach ćwiczy się różne układy, stuka kijkami z partnerem i ćwiczy statyczne rozbrojenia, występuję problem z kontrolą dystansu w walce. Natomiast sekcje w których dużo się sparuję takich problemów nie mają.
      Po prostu sport ma dużo lepszą metodykę nauczania niż „Sztuki Walki”.

  10. 1.No tak, ale jeżeli za dużo sparujemy to uczymy się, że nic na nie będzie. Bo zawsze po treningu jest serdeczny uścisk dłoni. A np. my na kickboxingu kopaliśmy w worek „cały czas” te nasze techniki i na ulicy jak koleś mnie zaatakował (choć bez noża), dostał kopa a w głowę i nokaut. Jednak klepani technik coś daje. W sumie mieliśmy sparingi ale bardzo mało.
    2.Ja uważam, że walce na noże sparingi są głupie, bo jak to ma się do walki realnej, w walce normalnej nie ma komfortu, że coś możemy powtórzyć. Ok, ale podniosą się głosy, że możemy sprawdzić czy coś działa. NIE, my nic nie możemy sprawdzać – trener powinien na nauczać technik, które działają. I jeśli my musimy je sobie sprawdzić to albo trener jest dupa albo my jesteśmy mordercami, tak czy inaczej nie powinno się ćwiczyć ;)

    • ad.1 Jeśli dużo sparujemy, to uczymy się wykorzystania poszczególnych „klocków” takich jak praca nóg, praca dystansem, cięcia czy pchnięcia przy realnie poruszającym się przeciwniku. W przeciwnym wypadku dostajemy typowo „pokazowe” ataki po których przeciwnik się zatrzymuje i czeka aż wykręcimy mu rękę ;) A podany przykład jest trochę bez sensu, znam kogoś kto nic nie ćwiczył i zaatakowany po prostu uderzył „młotkiem”. Czy to oznacza, że nic nie ćwiczenie jest skuteczne ? ;)
      ad.2 Prosty przykład, skuteczną kontrą na low-kick jest wejście z lewym prostym. Ale jeśli nie będziesz tego ćwiczył w sparringu, to w życiu tego nie wyćwiczysz statycznie.
      Nie ma czegoś takiego jak „techniki” w walce nożem, walka nożem sprowadza się do „traf i nie daj się trafić”. Rolą trenera zatem jest takie prowadzenie ucznia, aby poskładał on sobie wszystkie elementy w realizację tego założenia.
      Myślę, że pewien problem w rozumieniu bierze się stąd, że traktujesz np. naukę kopnięć czy uderzeń jako naukę technik. W istocie kopnięcie czy uderzenie są tylko elementami składowymi z których budujesz taktykę walki. Trudno przecież twierdzić, że boks czy kickboxing opiera się na „technikach” takich jak w karate czy ju jitsu.

  11. Witam
    Troszkę stary temat ale dopiero teraz przeczytałem wszystkie wypowiedzi i „obśmiałem się jak norka”
    WAR jak ty się ruszasz, ślamazaro i luzaku. Bez techniki, bez czarnego pasa, bez zajeb…. ubranka. Jak się ruszasz że…….. CIĘŻKO CIĘ TRAFIĆ !!! ;) )

  12. [...] się już niczemu dziwić. A jednak … Byłem przekonany, że mój krótki, subiektywny opis seminarium prowadzonego przez Pana Zarembę odbije się jakimś echem, jednak zostałem zaskoczony całkowicie. W czym rzecz ? Rzecz w [...]